poniedziałek, 5 października 2026

[64] FILM - Resident Evil - 2026

Tytuł - Resident Evil
Oryginał - Resident Evil
Reżyser - Zach Cregger
Produkcja -  Czechy/Francja/USA/Niemcy
Obsada - Austin Abrams, Zach Cherry, Kali Reis, Johnno Wilson, Paul Walter Hauser, Emily Piggford
Premiera:
* Polska - 18 września 2026
* światowa - 16 września 2026
Gatunek - horror
Czas Trwania - 1h 35min
Moja Ocena - 9/10





Awaria laboratorium Umbrelli powoduje niekontrolowane uwolnienie wirusa. Mieszkańcy Raccon przemieniają się w bezlitosne, krwiożercze istoty. Bryan, przypadkowy świadek katastrofy, zostaje uwięziony pośrodku chaosu miasta.


    Kto choć raz w swoim życiu nie słyszał o cyklu „Resident Evil”, niech pierwszy rzuci kamieniem. Już jako dziecko, oglądając tego typu filmy z rodzeństwem, wiedziałem, że to będzie jeden z moich ulubionych gatunków filmowych, i tak się stało. Jednocześnie mam wrażenie, że w 2026 roku tych horrorów jest mniej, bądź ja też rzadziej uczęszczam do kina, ale mimo wszystko uważam, że jeśli już pojawi się takowy film, to jest w dechę. 
    Pierwsze skojarzenie po wyjściu z seansu było takie - to była trochę gra, choć my, jako widzowie, nią nie sterowaliśmy. Nasza historia zaczyna się normalnie, jak zawsze, są poruszane inne wątki i nagle bum - lądujemy w centrum niezłego syfu. I jakoś musimy się z niego wykaraskać. Od pierwszej słabej broni, od pierwszego łatwego przeciwnika, stopniowo poruszamy się po wątku fabularnym ciągle do przodu. To jest tak świetnie zaplanowany mechanizm, że byłem wciągnięty w historię od pierwszej sekundy. Tę produkcję naprawdę fajnie się ogląda. Jako fan gier o zombie, takich jak właśnie „Resident Evil” czy „Dead Island”, czułem cały ten klimat - w zachowaniu bohatera, próbach walki i dalszej ucieczce, bo gdy jeden sposób nie działa, szukamy kolejnego bądź decydujemy się na wolniejsze kroki, które popchną nas dalej w fabule. Austin Abrams naprawdę daje radę i jego rola jest fenomenalnie napisana i zagrana. Wierzymy mu od samego początku i kibicujemy. Jest bardzo autentyczny i zdeterminowany, by zawieźć przesyłkę do samego końca. Tutaj świetnie odnajduje się scena z windą na dwudzieste któreś piętro oraz przejście z wieży A do B i dalej w górę. Cudownie odnajdujemy się również w planie zdjęciowym - zdjęcia zrobiono w Czechach oraz Australii. Uważam, że tutaj wszystko gra. Nasz bohater brnie do przodu bez względu na sytuację dookoła, a im dalej w las, tym level niebezpieczeństwa drastycznie wzrasta. Jedynie do czego mógłbym się przyczepić - za mało mi horroru w tym horrorze, ale nie jestem krytyczny. Teraz, na nowej fali pisania horrorów, unika się jump scare’ów co pięć sekund, a produkcje mają złożoną fabułę. Po prostu, pamiętając gry, liczyłem momentami na większą jadkę.

    „Resident Evil” to kolejny świetny horror tego roku. To wręcz przepisanie gry 1:1 na film dało super efekt, bo gracze na pewno czuli się ukontentowani, pamiętając system gier, a postronny widz widzi coś nowego, czego wcześniej nie było. To naprawdę dobry horror, który na nowo opisuje znaną wielu korporację Umbrella. Jestem ciekaw, czy powstanie kolejna część w podobnym klimacie, bo jeśli tak, to jeden sprzedany bilet na pewno już mają!

poniedziałek, 28 września 2026

[63] BOOKS: Żółć - Małgorzata Oliwia Sobczak

Tytuł - Żółć
Oryginał - Żółć
Seria - Kolory Zła
Autor - Małgorzata Oliwia Sobczak
Wydawnictwo - W.A.B.
Gatunek - kryminał/sensacja
Tłumaczenie - 
Ilość Stron - 432
Data Wydania - 15 maja 2024
Moja Ocena - 8/10






Sopot. W wynajmowanym mieszkaniu odnalezione zostają zwłoki mężczyzny z podciętymi żyłami. Ślady kryminalistyczne wskazują, że nie było to samobójstwo, a nad wyraz okrutna zbrodnia, której ofiara - prowadzący szkołę uwodzenia Błażej Konarski - do końca zachowała świadomość. Prokurator Leopold Bilski wraz z policjantami Pająkiem i Kitą próbują dotrzeć do prawdy. W toku śledztwa wychodzą na jaw liczne sekrety o denacie oraz dręczonych przez niego kobietach. Tropy śledcze się mnożą, prowadząc do gangu samochodowego, nielegalnych substancji, klubów nocnych i przemocowych związków. A także tajemniczych włosków odnalezionych na ciele denata...

    Ah, te Trójmiasto... Tak rzadko w nim bywam, choć lubię morze, a dzięki lekturze Sobczak czuję, jakbym już część tych okolic znał i kojarzył. To już kolejne spotkanie z prokuratorem Bilskim i kolejna zagadka do rozwiązania. Podoba mi się, że zawsze dostajemy wprowadzenie do historii, a potem, niczym po sznurku, musimy dojść do rozwiązania śledztwa. Autorka prowadzi nas przez kolejne tropy, podrzuca wskazówki, ale jednocześnie nie pozwala zbyt szybko odkryć wszystkich kart.

„Sopot ma dwie twarze - jedną słoneczną, lśniącą w blasku słońca na plaży, a drugą... mroczną, ukrytą w zaułkach i nocnych klubach.”

Nasze niezawodne trio ciągle w akcji - Leo, Pająk oraz Kita. Chętnie zobaczyłbym ich przygody na ekranie, ale chyba bardziej w formie serialu niż filmu. Wciąż czeka na mnie druga część cyklu w netfliksowskiej wersji filmowej -  może się wreszcie przemogę, żeby obejrzeć. W tym tomie trafiamy do po części skorumpowanego, męskiego środowiska typowo hetero byczków, którzy próbują swoich sił w zdobywaniu damskich serc poprzez naukę w szkole uwodzenia. Muszę przyznać, że niezwykle mnie ten motyw bawił, a zachowania bohaterów uznałem za niezwykle trafne. Udajemy ekipę, że jesteśmy fajni, mamy swoje braterstwo, wspieramy się i tworzymy zgraną paczkę, a tak naprawdę jeden drugiego stłamsiłby i sprzedał, gdyby tylko pojawiła się taka okazja. I właśnie ta cała otoczka wydała mi się bardzo prawdziwa, momentami wręcz absurdalna, ale jednocześnie boleśnie znajoma. Nasz główny bohater, a w zasadzie nasz trup - Błażej Konarski - również wydaje się być wielowątkową postacią, która za śliczną buźką skrywa mroczne sekrety. Jednakże prokurator Bilski jest gotowy na kolejne akcje, by odkryć prawdę, nawet jeśli na pierwszy rzut oka nie jest tak łatwo do niej dotrzeć. Podobało mi się, że Sobczak nie kreuje jakiegoś nowego, cudownego świata. Mamy dobrze znane nam Trójmiasto oraz niemalże żywych bohaterów powieści - ich zachowania i działania są naturalne, co sprawia, że lekturę czyta się niezwykle przyjemnie. Za to niezwykle cenię autorkę - wątki fabularne są tak „ludzkie”, że te historie naprawdę mogłyby się wydarzyć. Tutaj nikt nie gra. Jeśli jesteś negatywną postacią, to pozostajesz nią do końca. Nie ma nagłego cudownego nawrócenia tylko po to, żeby wszystko ładnie domknąć. Fałszywy instagramowy świat również zostaje odkryty, gdzie nic poza pięknym kadrem i dużą ilością serduszek pod postem nie liczy się. To na swój sposób smutne, że zatraciliśmy się w tak idealnym życiu, że nasza codzienność nas dobija i chcemy dążyć do tego nieperfekcyjnego piękna pokazywanego nam w sieci. Wszyscy chcemy wyglądać idealnie, mieć idealne życie, idealnych znajomych i idealne zdjęcia, choć za tym wszystkim często kryje się coś zupełnie innego. Sobczak dobrze pokazuje, że za jednym zdjęciem może stać cała historia, której obserwujący nigdy nie zobaczą. Autorka również z lekkością porusza wątki psychologiczne i robi to tak wiarygodnie, że wierzę, że sama ma takie wykształcenie. "Żółć" to kolejny świetny tom, w którym Trójmiasto pokazuje swoje wszelkie uroki - od pięknych kadrów po makabryczne zbrodnie. I chyba właśnie za to lubię ten cykl. Z jednej strony mamy morze, plaże i całe to wakacyjne piękno, a z drugiej strony miejsca, w których dzieją się rzeczy, o których zdecydowanie nie chcielibyśmy czytać w lokalnych wiadomościach.

    Sobczak po raz kolejny otwiera przed nami swój cudowny świat, a Leo Bilski zaprasza, by zatracić się w trójmiejskim klimacie. Czytelnik czuje się wciągnięty od samego początku i chce czytać dalej. Realni bohaterowie, straszna śmierć i prawda, którą trzeba odkryć, nawet jeśli nie wszyscy chcą, by wypłynęła na wierzch. Dla fanów cyklu to kolejna, obowiązkowa powieść - polecanko! :)