Tytuł - Poławiacze Sunu
Oryginał -
Seria -
Autor - Michał Organiściak
Wydawnictwo - Fabryka Słów
Gatunek - fantasy
Tłumaczenie -
Ilość Stron - 496
Data Wydania - 13 marca 2026
Moja Ocena - 9/10
Nie każdy upadek kończy się na dnie. Czasami dno jest dopiero początkiem drogi. Życie Martena, oficera marynarki Koralowego Lorda, miało być prostą ścieżką ku zaszczytom. Skończyło się jednak na polu bitwy, w krwi kompanów, gdzie dwa księżyce zwiastowały szaleństwo. Aby przeżyć, Marten musiał sięgnąć po sunu - narkotyk, który raz skosztowany, staje się panem i władcą. To wyrok zapisany w żyłach, przed którym nie ma ucieczki. Oto historia dwóch braci, których los rozdzielił, a ambicja i błędy przeszłości znów pchnęły ku sobie. To kronika świata, gdzie salwy burtowe i świat korsarskich kordelasów zagłuszają szept politycznych intryg. Magia nie jest tu darem bogów, lecz bronią, która najpierw uzależnia, a potem pożera duszę i ciało.
Muszę przyznać, że pierwszy raz kupiłem książkę, o której nie słyszałem nic poza tym, że pół mojego czytelniczego instagrama było właśnie w recenzjach tej pozycji. Dosłownie wyskakiwała mi z lodówki, więc postanowiłem sam sprawdzić o co tyle szumu. Ostatecznie nie czułem się zawiedziony, jak na polski tytuł jest całkiem niezły, ale brakowało mi takiej kropki nad i w tym wszystkim.
" Nabrał powietrza w płuca, otworzył szeroko oczy, rozłożył ręce. Magia płynęła przez jego ciało. Był gotów. "
"Poławiacze Sunu" jest niezwykle udanym debiutem, jest w tej powieści coś nowego, jakiś inny wiatr, który sprawia, że lektura jest naprawdę przyjemna, bohaterowie są całkiem dobrze skonstruowani, a fabuła nie ma dziur i dużych przerw. Niestandardowo zacznę od minusów książki - brak mi tutaj pełnej wersji korsarzy i piratów, wielkich ulew i przetrwania na morzu czy abordażu wrogich statków. Wątek marynistyczny uważam, że jest ociosany do minimum - mamy wodę, parę łódek i jakiś tam kapitanów, nie czułem wcale tej morskiej przygody, jakby bohaterowie przebywali na swoich brygach zaledwie parę minut, a już sama świetna okładka to sugeruje, więc co się stało? Z tym łączy się finał naszej historii - jakoś uciekł mi za szybko, był ciekawy, ale miałem wrażenie, że ostatecznie przeczytałem jedną stronę i go by było finito, a myślę, że fajniej by było rozbić to na dwa tomy bądź rozbudować ten. Jeśli chodzi o plusy - to okładka kusi i nęci już od samego początku, ale nie od dziś wiadomo, że Fabryka Słów umie stworzyć coś co cieszy oko. Nasi bohaterowie są żywi z krwi i kości, nie czuć tu żadnych pustych stron - każdy z nich ma swoje wady i zalety i przekonania, w które wierzy do samego końca. Mimo iż większość czytelników ocenia negatywnie Cobara - młodszego z braci Duvalletów, to mi ten irytujący szczeniak, który przez większość był postrzegany jako niezdara całkiem przypadł do gustu. To osoba, która za wszelką cenę chciała pokazać swoją przynależność oraz odwagę, co u mnie akurat plusowało. Również czarodziejka Martika jest ciekawą osobowością, choć jej życzyłbym akurat lepszych wątków, niż te zgotowanie przez autora. Marten Duvallet budził u mnie ogromne emocje, od uwielbienia po chęć zaciukania go gdzieś po cichu w jego kapitańskiej kajucie, ale jeśli bohaterowie budzą w nas takie emocje, to znaczy, że są dobrze zbudowane i o to chodzi. Samo sunu, jak i znaczna część osób zauważyła - dość przypomina nam narkotyk znany z serii "Diuna", ale i tak dość przyjemnie się czytało o nim, choć może po wielkich tomiszczach świata Arrakis brakowało mi trochę wytłumaczenia istnienia sunu, poza tym, że jest, trzeba go poławiać i daje moc, ale uzależnia. Mamy też fajnie zbudowany świat własny, jest też mapka, która pomaga nam się orientować gdzie jesteśmy na morzu.
Może i mam słabość do polskiej fantastyki - zawsze będę trochę niepoprawnym optymistą, ale uważam, że naszym rodakom idzie coraz lepiej. Powieści, wątki oraz bohaterowie są coraz bardziej wiarygodni, a lektury przyjemniejsze i nie ma się ochoty ich odłożyć po paru pierwszych stronach, ale do zagranicznych tytułów wciąż nam wiele brakuje.
"Poławiacze Sunu" to niewątpliwie udany debiut, czuć tę świeżość i nowe, nieznane wcześniej pióro. Nie jest to oczywiście pozycja idealna, ale jak na początek uważam, że jest naprawdę nieźle. Może to kwestia udanej promocji, książka niemalże wyskakiwała mi z lodówki, ale cieszę się, że mogłem poznać świat wykreowany przez Michała Organiściaka. Niestety nie była to kompletna seria marynistyczna, na jaką liczyłem, ale polecam i czekam na kolejne lektury autora!