piątek, 24 lipca 2026

[59] BOOKS: Poławiacze Sunu - Michał Organiściak

Tytuł - Poławiacze Sunu
Oryginał -
Seria - 
Autor - Michał Organiściak
Wydawnictwo - Fabryka Słów
Gatunek - fantasy
Tłumaczenie - 
Ilość Stron - 496
Data Wydania - 13 marca 2026
Moja Ocena - 9/10






Nie każdy upadek kończy się na dnie. Czasami dno jest dopiero początkiem drogi. Życie Martena, oficera marynarki Koralowego Lorda, miało być prostą ścieżką ku zaszczytom. Skończyło się jednak na polu bitwy, w krwi kompanów, gdzie dwa księżyce zwiastowały szaleństwo. Aby przeżyć, Marten musiał sięgnąć po sunu - narkotyk, który raz skosztowany, staje się panem i władcą. To wyrok zapisany w żyłach, przed którym nie ma ucieczki. Oto historia dwóch braci, których los rozdzielił, a ambicja i błędy przeszłości znów pchnęły ku sobie. To kronika świata, gdzie salwy burtowe i świat korsarskich kordelasów zagłuszają szept politycznych intryg. Magia nie jest tu darem bogów, lecz bronią, która najpierw uzależnia, a potem pożera duszę i ciało. 

    Muszę przyznać, że pierwszy raz kupiłem książkę, o której nie słyszałem nic poza tym, że pół mojego czytelniczego instagrama było właśnie w recenzjach tej pozycji. Dosłownie wyskakiwała mi z lodówki, więc postanowiłem sam sprawdzić o co tyle szumu. Ostatecznie nie czułem się zawiedziony, jak na polski tytuł jest całkiem niezły, ale brakowało mi takiej kropki nad i w tym wszystkim.
" Nabrał powietrza w płuca, otworzył szeroko oczy, rozłożył ręce. Magia płynęła przez jego ciało. Był gotów. "
    "Poławiacze Sunu" jest niezwykle udanym debiutem, jest w tej powieści coś nowego, jakiś inny wiatr, który sprawia, że lektura jest naprawdę przyjemna, bohaterowie są całkiem dobrze skonstruowani, a fabuła nie ma dziur i dużych przerw. Niestandardowo zacznę od minusów książki - brak mi tutaj pełnej wersji korsarzy i piratów, wielkich ulew i przetrwania na morzu czy abordażu wrogich statków. Wątek marynistyczny uważam, że jest ociosany do minimum - mamy wodę, parę łódek i jakiś tam kapitanów, nie czułem wcale tej morskiej przygody, jakby bohaterowie przebywali na swoich brygach zaledwie parę minut, a już sama świetna okładka to sugeruje, więc co się stało? Z tym łączy się finał naszej historii - jakoś uciekł mi za szybko, był ciekawy, ale miałem wrażenie, że ostatecznie przeczytałem jedną stronę i go by było finito, a myślę, że fajniej by było rozbić to na dwa tomy bądź rozbudować ten. Jeśli chodzi o plusy - to okładka kusi i nęci już od samego początku, ale nie od dziś wiadomo, że Fabryka Słów umie stworzyć coś co cieszy oko. Nasi bohaterowie są żywi z krwi i kości, nie czuć tu żadnych pustych stron - każdy z nich ma swoje wady i zalety i przekonania, w które wierzy do samego końca. Mimo iż większość czytelników ocenia negatywnie Cobara - młodszego z braci Duvalletów, to mi ten irytujący szczeniak, który przez większość był postrzegany jako niezdara całkiem przypadł do gustu. To osoba, która za wszelką cenę chciała pokazać swoją przynależność oraz odwagę, co u mnie akurat plusowało. Również czarodziejka Martika jest ciekawą osobowością, choć jej życzyłbym akurat lepszych wątków, niż te zgotowanie przez autora. Marten Duvallet budził u mnie ogromne emocje, od uwielbienia po chęć zaciukania go gdzieś po cichu w jego kapitańskiej kajucie, ale jeśli bohaterowie budzą w nas takie emocje, to znaczy, że są dobrze zbudowane i o to chodzi. Samo sunu, jak i znaczna część osób zauważyła - dość przypomina nam narkotyk znany z serii "Diuna", ale i tak dość przyjemnie się czytało o nim, choć może po wielkich tomiszczach świata Arrakis brakowało mi trochę wytłumaczenia istnienia sunu, poza tym, że jest, trzeba go poławiać i daje moc, ale uzależnia. Mamy też fajnie zbudowany świat własny, jest też mapka, która pomaga nam się orientować gdzie jesteśmy na morzu.
     Może i mam słabość do polskiej fantastyki - zawsze będę trochę niepoprawnym optymistą, ale uważam, że naszym rodakom idzie coraz lepiej. Powieści, wątki oraz bohaterowie są coraz bardziej wiarygodni, a lektury przyjemniejsze i nie ma się ochoty ich odłożyć po paru pierwszych stronach, ale do zagranicznych tytułów wciąż nam wiele brakuje.

    "Poławiacze Sunu" to niewątpliwie udany debiut, czuć tę świeżość i nowe, nieznane wcześniej pióro. Nie jest to oczywiście pozycja idealna, ale jak na początek uważam, że jest naprawdę nieźle. Może to kwestia udanej promocji, książka niemalże wyskakiwała mi z lodówki, ale cieszę się, że mogłem poznać świat wykreowany przez Michała Organiściaka. Niestety nie była to kompletna seria marynistyczna, na jaką liczyłem, ale polecam i czekam na kolejne lektury autora! 

niedziela, 5 lipca 2026

[58] FILM: Straszny Film - 2026

Tytuł - Straszny Film
Oryginał - Scary Movie
Reżyser - Michael Tiddes
Produkcja - USA/Wielka Brytania
Obsada - Anna Faris, Regina Hall, Marlon Wayans, Shawn Wayans, Dave Sheridan, Cheri Oteri, Olivia Rose Keegan, Savannah Nassif
Premiera:
* Polska - 5 czerwca 2026
* światowa - 3 czerwca 2026
Gatunek - komedia
Czas Trwania - 1h 35min
Moja Ocena - 7/10





Dwadzieścia sześć lat po tym, jak udało im się ujść z życiem przed zamaskowanym zabójcą przypominającym Ghostface'a, legendarna czwórka ponownie staje się celem tajemniczego mordercy. Cindy, Brenda, Ray i Shorty muszą jeszcze raz połączyć siły, gdy wokół nich zaczynają mnożyć się kolejne absurdalne i krwawe sytuacje.

    Here we go again! "Straszny Film" powraca w swojej kolejnej odsłonie, i muszę przyznać, że choć średnio jestem fanem odgrzewania dawnych formatów, tak na tę produkcję niezwykle się cieszyłem. Oczekiwania były wielkie, machina promocji rozpędzona, ale czy wszyscy dostali to czego oczekiwali?
    Może już jestem trochę boomerem, bo film mnie rzeczywiście bawił i uśmiałem się na seansie, ale brakowało mi tutaj takiego kopa, takiego clue, który zamknie te półtorej godziny fajną klamrą. Miała być komedia roku, humor nie z tej ziemi, a i tak mam wrażenie, że niekiedy producenci powstrzymywali się by nie pojechać mocniej, a niektóre sekwencje wręcz się o to prosiły. Cała produkcja to zlepek przeróżnych filmów z ostatnich lat - jedne skecze są fajniejsze, innym czegoś brakuje. Wracają nasi ulubieni bohaterowie, ale mam wrażenie, że Cindy i Brenda to już nie Cindy i Brenda, szczególnie po Annie Faris widać, że niekoniecznie się dobrze bawi i chce tam być. Osobiście uważam, że scenarzysta nie przemyślał tempa filmu, mamy tam wrzucone tyle akcji i wątków, że sinusoida leci jak oszalała, a gdy mamy moment oddechu to widz trochę sam nie wie o co chodzi, zamiast parodiować wszystko jak leci, lepiej byłoby wybrać tylko część filmów i na nich się skupić. Nie znaczy to jednak, że wyszedłem z kina zawiedziony - dostałem kilka naprawdę świetnych gagów, parę scen, które na długo zostaną mi w głowie i trochę momentów, gdzie pomyślałem - serio??? Problem polega na tym, że całość jest bardzo nierówna. Gdy film trafia z żartem, trafia raczej idealnie. Gdy nie trafia, to przeciąga skecz o minutę za długo albo kończy go w najmniej satysfakcjonującym momencie.

    "Straszny Film" wciąż ma trochę tego szalonego humoru z dawnych lat, można się na nim dobrze bawić, ale to nie jest produkcja top tier, na jaką się reklamuje. Gdyby twórcy odważyli się pójść jeszcze bardziej po bandzie i zrezygnowali z części mniej udanych pomysłów, efekt końcowy byłby zdecydowanie lepszy. Mimo wszystko uważam, że jest to całkiem udany powrót serii i, jeśli ktoś wychował się na poprzednich częściach, raczej nie wyjdzie z kina z poczuciem straconego czasu - to będzie fajne cofnięcie się w czasie, które mi osobiście wystarczyło, żeby dobrze się bawić, ale oczekiwałem jednak czegoś odrobinę więcej.